Najpierw w stanie wojennym bronił jako adwokat przed sądem robotników organizujących strajki w Ursusie i Hucie Warszawa. do czego nie kwapiły się wcale wystrzegające się polityki tuzy rodzimej palestry. Później na kanwie tych doświadczeń stworzył scenariusz reżyserowanego przez Krzysztofa Kieślowskiego "Bez końca" - pierwszego uczciwego i wciąż najdoskonalszego filmu o tamtych trudnych czasach.
Kiedy w trakcie procesu zabójców ks. Jerzego Popiełuszki w początkach 1985 roku nad Toruniem, gdzie zebrał się sąd, kołowały milicyjne helikoptery - w sali rozpraw mec. Krzysztof Piesiewicz odważnie reprezentował stronę pokrzywdzoną. Nie było jeszcze wtedy wiadomo, w jakim kierunku potoczy się historia. Również później dbał o jej autentycznych bohaterów, m. in. jako pełnomocnik pułkownika Ryszarda Kuklińskiego, zabiegający o przywrócenie mu dobrego imienia.
Renesansowa mnogość talentów, jaka zawsze go cechowała, sprawiała, że wydawał się łączyć z pozoru nie przystające do siebie światy: walki polskich robotników i tradycji nieugiętości adwokatury, obowiązki polskiego inteligenta w duchu Stefana Żeromskiego pojmowane - z otwartością filmowca, podejmującego uniwersalne tematy.
Jego filmy wzbudzały wielkie zainteresowanie nawet w Chinach, u schyłku życia zasięgał mojej rady w sprawie mającej się tam ukazać jego biografii. Krytycy filmowi z Japonii doszukiwali się nawet wpływu tamtejszej duchowości i wierzeń na wątek uporczywego pojawiania się w "Bez końca" postaci zmarłego prawnika, męża głównej bohaterki. Chociaż wiemy, że nie tym się inspirowali się reżyser Kieślowski ani scenarzysta Piesiewicz, ich dzieła trafiały bezbłędnie do ludzi różnych kultur. Chociaż "Dekalog", co oczywiste, wyrastał z tej chrześcijańskiej. "Krótki film o zabijaniu", gdzie scenarzysta wykorzystał swoje adwokackie doświadczenia, w znacznej mierze złagodził podejście Polaków do kary śmierci zgodnie z papieskim stanowiskiem Jana Pawła II w tej trudnej kwestii. "Krótki film o miłości", opowiadający historię młodego listonosza-podglądacza i obserwowanej przez niego przez lunetę artystki, stał się zapewne najbardziej udaną polską love story. Cykl "Trzy kolory" poruszał tematy wolności i odpowiedzialności, winy i kary.
W wolnej Polsce, w której pokojowym, bez przemocy wywalczeniu miał swój udział mec. Piesiewicz, zasiadał przez kilka kadencji w Senacie. Przewodniczył też radzie programowej telewizji publicznej w najlepszych dla niej czasach. Drzwi jego domu na Żoliborzu pozostawały otwarte. Za nadmierną ufność okazywaną innym zapłacił wysoką cenę, gdy stał się ofiarą szantażu i nagonki brukowej prasy. Niczego nie czynił dla zaszczytów ani splendoru, nie trzeba go jednak było namawiać do podejmowania obowiązków w życiu publicznym. Mecenas i artysta, uosabiał najlepsze tradycje polskiego inteligenta. Będzie go nam bardzo brakować.
Mazowiecka Wspólnota Samorządowa
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze