Po ataku USA i Izraela na Iran ośrodki analityczne zmieniają prognozy, dotyczące wzrostu gospodarczego, obrotów handlu i inflacji. Co to oznacza dla Polski? O różnych wariantach rozwoju sytuacji mówił w Klubie Gospodarczym Mazowieckiej Wspólnoty Samorządowej jej gość, członek zarządu Narodowego Banku Polskiego Rafał Sura.
Żyjemy w czasach, tak je nazwijmy, turbulentnych - przyznał zastępca Adama Glapińskiego. Najpierw wiele prognoz uczynił nieaktualnymi globalny kryzys z 2008 r. niekiedy określany mianem upadłego wtedy Lehman Brothers. Z kolei w 2020 r. nadeszła pandemia koronawirusa, podobnie w skali światowej. Zaś w dwa lata później wybuchła wojna w Ukrainie spowodowana agresją Rosji, również o oczywistych następstwach dla gospodarki.
Wygłaszający wprowadzenie do dyskusji autor książek o geopolityce Robert Kuraszkiewicz wskazał, że gość Klubu Gospodarczego od lat dysponuje dostępem do najcenniejszych danych finansowych: zanim został wiceprezesem NBP, zasiadał bowiem w Radzie Polityki Pieniężnej. Członek zarządu polskiego banku centralnego Rafał Sura wskazał na podobieństwa omawianych kryzysów, ale też różnice między nimi. Zasadnicza dotyczy cen węglowodorów: ropy naftowej i gazu ziemnego. Po kremlowskiej inwazji na naszego sąsiada jeszcze w 2022 r. wzrosły one wedle wyliczeń Międzynarodowego Funduszu Walutowego o 40 proc. Co stanowiło ogromny szok. Obecny kryzys ma inną skalę. Dziś bowiem zarówno MFW jak inne ośrodki prognostyczne zakładają, że nawet z końcem czerwca teraźniejszy szok wygaśnie.
Obecny kryzys dotyczy w przeważającej mierze rynku paliw, poprzedni, ten po pandemii - całych łańcuchów dostaw, które wtedy zostały przerwane, jak w wypadku półprzewodników z Tajwanu. Wzrosły też wówczas ceny frachtu.
Odmienna jest teraz sytuacja na rynku pracy w Polsce. W marcu dynamika wzrostu płac w sektorze przedsiębiorstw wyniosła 6,6 proc przy odczycie inflacji 3 proc. W granicach celu inflacyjnego. W 2023 r. inflacja w Polsce mierzona rok do roku wynosiła 18,4 proc.
Po agresji Rosji na Ukrainę waluty naszego regionu uległy osłabieniu. Następował odpływ kapitałów, bo inwestorzy zastanawiali się, jak dalej ten konflikt może się rozwijać i rzutować niekorzystnie na ich interesy.
Czy obecny kryzys tak jak wtedy wywoła wzrost inflacji?
Rząd stabilizuje rynek paliw. Nie znamy jeszcze efektu drugiej rundy - czy ich podwyższone ceny przełożą się na inne towary i usługi. Jednak z analiz wynika, że taki efekt drugiej rundy może nastąpić.
W związku z sytuacją globalną perspektywy wzrostu w średnim okresie są bardzo ograniczone. Określający je wskaźnik wzrostu znajduje się na poziomie najniższym od 11 miesięcy.
Według Międzynarodowego Funduszu Walutowego zawirowania powinny wygasać w drugiej połowie roku. Globalny wzrost prognozowany na 3,1 proc w optymistycznym wariancie - obniży się zapewne do 2 proc. przy założeniu, że ceny ropy naftowej kształtować się będą na poziomie ok. 120 dol. za baryłkę. W wariancie optymistycznym zeszłyby do 82 dol.
W strefie euro w I kwartale br. wzrost gospodarczy ograniczał się do 0,4 - 0,8 proc. Załamanie następuje w przemyśle i produkcji budowlano-montażowej. Usługi jeszcze się trzymają.
W Niemczech z miesiąca na miesiąc pogarszają się nastroje konsumentów. Eksport, od wielu lat siła napędowa niemieckiej gospodarki - stoi w miejscu. Wzrost na razie wynosi ok. 0,4 proc co oznacza, że w mniej korzystnej perspektywie Niemcy mogą popaść w stagnację. A to z kolei źle wróży naszej gospodarce, skoro pozostajemy dla nich głównym partnerem handlowym.
W Stanach Zjednoczonych natomiast wzrost wynosi 2,1 proc, jego utrzymaniu sprzyja luzowaniu polityki pieniężnej przez FED (rezerwę federalną, tamtejszy odpowiednik banku centralnego). USA mają jednak własną ropę i gaz. Wygasają też negatywne skutki ceł, w nagłym trybie wprowadzonych przez Donalda Trumpa.
Zaś gospodarka chińska ma się dobrze - wzrasta na poziomie 5 proc, chociaż nie takim, jak jeszcze niedawno, kiedy produkt krajowy brutto zwiększał się tam nawet o 8 proc rocznie. Chiny to wciąż gospodarka wschodząca, chociaż nie wiemy, czy jeśli konflikt na Bliskim Wschodzie się przedłuży - utrzyma się wysoki poziom chińskiego eksportu.
Czy usłyszymy wreszcie coś optymistycznego? - chciał wiedzieć Mariusz Ambroziak, wiceprezes Mazowieckiej Wspólnoty Samorządowej i przedsiębiorca. Chociaż pytanie zadał raczej gościowi z NBP, pierwsza odpowiedź padła z sali.
- Tak, to, że utrzymujemy wzrost gospodarczy - wskazał menedżer Robert Małłek, który wcześniej pracował dla polskiej firmy w Pakistanie, a więc niedaleko od epicentrum obecnego gorącego konfliktu.
Potwierdził to, przytaczając statystyki i prognozy wiceprezes Narodowego Banku Polskiego Rafał Sura. W pierwszym kwartale i jeśli liczyć rok do roku, nasza gospodarka wzrosła bowiem o 3,5 proc a prognoza na cały rok 2026 r. przewiduje, że urośnie o 3,9 proc. Przy 3,6 proc w roku ubiegłym. Gość z NBP przyznał wprawdzie, że to, co się dzieje w świecie, nakazuje rewidowanie optymistycznych prognoz, ale zaznaczył też, że dynamika płac pozostaje zachęcająca. Chociaż liczba etatów w sektorze przedsiębiorstw zmniejszyła się o 0,9 proc. Za to ceny dóbr konsumpcyjnych w Polsce na razie kształtują się na stabilnym poziomie.
Nawet jeśli podobnej makroekonomicznej oceny nie potwierdza nasze doświadczenie z codziennych wizyt w Lidlu czy Biedronce - zawsze to kolejna przesłanka do optymizmu. Oczywiście wyłącznie na miarę kryzysowego czasu. Podobnie jak fakt, że Polska niedawno dołączyła do grona 20. największych gospodarek świata.
Niepokoi za to fakt, że zaliczamy się także do grona państw, które największą część produktu krajowego brutto przeznaczają na wydatki publiczne (57 proc). W Europie pod tym względem przed nami są tylko Włochy, Finlandia, Austria i Francja. Wyprzedziliśmy już nawet Niemcy i Szwecję, a więc kraje znane z rozbudowanej polityki socjalnej. Równocześnie, co nieuniknione, przeznaczać musimy w istniejącej sytuacji ogromne nakłady na modernizację sił zbrojnych. Co roku trzeba też wspomagać Narodowy Fundusz Zdrowia. Za to środki z Krajowego Planu Odbudowy po ich odblokowaniu w wyniku zmiany z 15 października 2023 r. pracują na rzecz polskiej gospodarki.
Na pytanie menedżera Roberta Małłka o możliwość rychłego wprowadzenia euro wiceprezes NBP odpowiedział krótko:
- Zgodnie z Konstytucją walutą jest polski złoty.
Przypomniał równocześnie, że w traktacie akcesyjnym do UE zobowiązaliśmy się do wprowadzenia euro w dalszej perspektywie.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze