Cztery lata wojny w Ukrainie - i polskiej pomocy. Za naszą wolność i waszą

24/02/2026 13:56

Fenomen polskiej pomocy dla walczącej z kremlowską agresją Ukrainy polega na tym, że udziela jej całe społeczeństwo. Niezależnie od zmiany ekipy rządzącej, która się w trakcie tych czterech lat dokonała. Mądrość zbiorowa nie zawiodła Polaków: początkowy odruch powszechnego wspierania uchodźców wziął się ze współczucia i humanitarnych przekonań, z czasem okazało się, kiedy nad Polską zaczęły się pojawiać niby tam zabłąkane obce rakiety i drony, że działamy także na rzecz własnego bezpieczeństwa.

Zwykli obywatele nawiązali do tradycji staropolskiej gościnności i czasów, gdy nasza ojczyzna dawała azyl prześladowanym czy zagrożonym w innych krajach, a także do dziedzictwa Solidarności, formułującej kiedyś pamiętny apel do mieszkańców Europy środkowej i wschodniej - organizując wspólnymi siłami największą po II wojnie światowej akcję humanitarną. Otworzyliśmy przed Ukraińcami serca, portfele i drzwi naszych mieszkań. Wspólnoty samorządowe i sąsiedzkie, parafialne i rówieśnicze masowo angażowały się w pomoc przekraczającą skromne możliwości organów państwa. To obywatele stali się autorem i podmiotem tego niezwykłego wysiłku.

Reklama

 

Reklama

Politycy wolnego świata nie wierzyli, że Ukraina samodzielnie obroni się przed agresją Władimira Putina. Kiedy kremlowska armia zbliżała się do Kijowa, Amerykanie zaproponowali prezydentowi Wołodymyrowi Zełenskiemu zorganizowanie ewakuacji jego i najbliższego otoczenia. Zareagował na ty dumną odpowiedzią: "Potrzebuję amunicji, a nie podwózki", nam przywodzącą na myśl postawę Powstańców Warszawy z 1944 r. Z czasem znajdowaliśmy coraz więcej podobnych zbieżności pomiędzy bohaterskim oporem Ukrainy a najbardziej dramatycznymi kartami naszej najnowszej historii. Również za sprawą zbrodni, popełnianych przez agresora na ludności cywilnej w Buczy czy Irpieni.

 

Reklama

Polska przyjęła najwięcej uchodźców wojennych z Ukrainy, liczbę ich rachuje się w milionach, a kilkanaście milionów przejechało przez nasze terytorium. Żadne statystyki nie oddadzą jednak zjawiska, jakim stało się wzajemne poznawanie nas i naszych nowych gości, sąsiadów czy sublokatorów. Czasem cały blok, gdzie wcześniej zaganiani ludzie prawie nie rozpoznawali się nawzajem, zrzucał się na owoce, jogurty i kolorowanki dla mieszkających po sąsiedzku ukraińskich dzieci. Wiele się również my Polacy, przez te cztery lata, o sobie nawzajem dowiedzieliśmy za sprawą impulsu, jaki dała nam obecność uciekających przed wojną ludzi, których język rozumiemy bez trudu.

 

Reklama

Dla nas samych los Ukrainy stał się bodźcem do pochylenia się nad sprawami wspólnego bezpieczeństwa. Zaniedbana obrona cywilna - za rządów PiS wygasły dotyczące jej regulacje prawne a nowych nie uchwalono - odradza się nie tylko za sprawą ustawy, która wreszcie się pojawiła, dalece bardziej przybiera postać konkretnych rozwiązań dzięki samorządowcom, gospodarzom Małych Ojczyzn, którzy biorą jej kwestię w swoje ręce i naciskają polityków oraz urzędników, by powstawały gotowe procedury. Ochrona ludności stała się, również dzięki ich pracy organicznej, jednym z priorytetów działań państwa.

 

Reklama

Przez te cztery lata nie osłabła wola oporu ze strony Ukrainy ani nasza determinacja, żeby ją wspierać, podobnie jak nie zmniejszyła się brutalność agresora. Zmieniała się władza w Polsce, Stanach Zjednoczonych i wielu innych państwach. Zastąpienie Joe'go Bidena, jasno potwierdzającego wierność artykułowi 5. Traktatu Waszyngtońskiego, zobowiązującymi kraje NATO do solidarnej obrony wzajemnej w razie ataku na którykolwiek z nich, przez kolejnego prezydenta USA Donalda Trumpa składającego sprzeczne deklaracje co do przebiegu wydarzeń w naszej części Europy - nakłada na nas i sojuszników obowiązek szukania nowych rozwiązań, co najmniej uzupełniających dotychczasowe zasady bezpieczeństwa zbiorowego, a nawet zdolnych je w kryzysowym momencie zastąpić.

 

Reklama

Miękka siła (soft power) stanowi w nowoczesnej dyplomacji mocny atut i argument. Polska objawiła ją po raz pierwszy od czasów Solidarności na tak imponującą skalę. Dawne ironiczne pytanie Stalina "ile papież ma dywizji?" powróciło wraz ze zobowiązaniami nauki społecznej Jana Pawła II, jakie mieliśmy okazję sobie przypomnieć i zaktualizować w trakcie pomocy naszym nowym sąsiadom i gościom, po raz kolejny przekonując się, że nie tylko siła militarna stanowi o obrazie i konstrukcji współczesnego świata, Teraz realnym celem pozostaje, żeby nie dopuścić do złego pokoju, na dyktacie i przemocy opartego. I dbając również o innych, zabezpieczyć nasze własne bezpieczeństwo i prestiż. Nie szukamy tego samotnie. 

 

Reklama

Dobrych rozwiązań poszukuje cała Europa, wspólna i zjednoczona pod wpływem złowrogiego ale instruktywnego doświadczenia. Agresor napotkał na opór, imperium zła nie zatriumfowało, przekonaliśmy się wyraziście, że jak uczył nas kiedyś Czesław Niemen "ludzi dobrej woli jest więcej". I ich działania i intencje wciąż mają wpływ na kształt świata. Na pewno będzie musiał je uwzględnić każdy ład, jaki wyłoni się z popiołów tej już cztery lata trwającej wojny.          

Reklama
Źródło i opracowanie własne Aktualizacja: 25/02/2026 10:20

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Reklama
Reklama
Reklama