Jacek Czaputowicz kiedyś jako założyciel antykomunistycznego Ruchu Wolność i Pokój współtworzył historię, teraz w rozmowie z wnikliwym dziennikarzem PAP Piotrem Śmiłowiczem opowiada, w jaki sposób udało mu się zmienić Polskę. WiP bowiem, acz uchodził za radykalny, zrealizował cele, jakie sobie postawił: usunięcie z roty przysięgi wojskowej zaklęcia o wierności wobec ZSRR oraz wprowadzenie służby zastępczej dla - jak wtedy mawiano - obdżektorów. Tylko KPN pochwalić się może podobnym sukcesem, bo niepodległość, przez nią pierwszą postulowana, w ciągu dekady stała się faktem. Podobnej skuteczności, co opozycjonistom z PRL życzyć wypada współczesnym politykom.
Profesor Czaputowicz, charyzmatyczny lider i dla wielu postać wręcz kultowa, bez której trudno wyobrazić sobie formację demokratyczną przed 1989 r. - w wolnej już Polsce został ministrem spraw zagranicznych. W pisowskim rządzie. Z kolei indagujący go na potrzeby książki "Jak obalałem mur berliński" Piotr Śmiłowicz w tym samym czasie odszedł z Polskiej Agencji Prasowej, nie mogąc się pogodzić ze zdeterminowanym przez ideologię sposobem zarządzania nią przez pisowskich dyrektorów, a powrócił tam już po 15 października 2023 r. Już te szczegóły biografii obu twórców wywiadu-rzeki zapowiadają, że ich rozmowa - chociaż innych, dużo wcześniejszych czasów dotyczy - nie polega na wzajemnym potakiwaniu. Wsparta zostaje zresztą dokumentami, do których jej uczestnicy się odnoszą, lub przynajmniej uzupełniającymi główną narrację.
Powstały przed 41 laty Ruch Wolność i Pokój reprezentował wtedy młodą opozycję, nic więc dziwnego, że na promocji, której w siedzibie Stowarzyszenia Wolnego Słowa patronowała Mazowiecka Wspólnota Samorządowa - masowo stawili się dawni wipowcy i uczestnicy innych środowisk demokratycznych. Okazja była podwójna; Czaputowicz nie tylko książkę wydał ale właśnie ukończył 70 lat.
- Poznałem go jako nastolatek z Ursusa, odmawiający wtedy służby wojskowej. A pismo, w którym o tym powiadamiałem, napisałem na maszynie Jacka Czaputowicza w jego mieszkaniu przy Wilczej - wspominał pierwsze kontakty z jubilatem Mariusz Ambroziak, wiceprezes MWS. Ten ostatni adres stał się jednym z najsolidniejszych w opozycyjnej Warszawie lat 80, zaraz po mieszkaniach Jacka Kuronia przy Mickiewicza i Leszka Moczulskiego przy Jaracza naprzeciwko Teatru Ateneum. Uczestnikom tamtejszych niezliczonych spotkań nie śniło się jeszcze, że z czasem wielu z nich wprowadzi się do ministerialnych gabinetów a nawet przyjdzie im uczestniczyć w odprawach służb specjalnych nowego, demokratycznego państwa.
WiP stał się fenomenem, gdy w systemie, którego ostatnim filarem po wprowadzeniu stanu wojennego okazało się Ludowe Wojsko Polskie - rzucił wyzwanie militaryzmowi, bronił praw człowieka. Najpierw rzecznikował śmiałkom, co jak Marek Adamkiewicz odmówili tylko złożenia przysięgi, bo jej rota zawierała słowa o sojuszu z Armią Radziecką. Potem wspierał tych, co w ogóle nie chcieli iść do wojska i domagali się służby zastępczej. Aż wreszcie Czaputowicz w 1987 r. w imieniu Ruchu opowiedział się za rozwiązaniem Układu Warszawskiego. W kilka lat później stało się ono faktem. Ale gdy te słowa wypowiadał - wymagały odwagi, bo kodeks karny PRL zawierał artykuły i paragrafy o surowych sankcjach za podważanie sojuszy, które przecież miały być dane raz na zawsze.
Wojsko to było całe życie Jaruzelskiego. I nagle my mówimy, że ta armia nie reprezentuje Polski - obrazował ówczesny przełom prof. Jacek Czaputowicz.
Ruch Wolność i Pokój wzbudzał żywe zainteresowanie pacyfistów zachodnich, których czasem długo trzeba było przekonywać, że radzieckie rakiety SS-20 pozostają nie mniejszym zagrożeniem dla świata niż amerykańskie Pershingi. Podziw wywoływała determinacja młodych ludzi z Polski, gotowych iść do więzienia w obronie przekonań własnych i cudzych. Promieniował także ma inne kraje bloku: w książce Śmiłowicza i Czaputowicza odnajdujemy zdjęcie gościa z Węgier, wykonane podczas jednego ze spotkań w Polsce, na które jeszcze trzeba było przyjeżdżać myląc po drodze pogonie. Ten młody człowiek to Viktor Orban, przyszły premier, wtedy piszący pracę dyplomową o polskiej Solidarności.
To okazja, żebyśmy wszyscy porozmawiali jak ten mur obalaliśmy - nawiązała do tytułu książki prowadząca dyskusję dziennikarka i dawna opozycjonistka Zuzanna Dąbrowska.
Białe plamy znikają - współautor "Jak obalałem mur berliński" Czaputowicz ograniczył się do tej najprostszej rekomendacji.
Książka opowiada o jego kolejnych zaangażowaniach, najpierw w środowisku Komitetu Obrony Robotników (kiedy organizował akcję w obronie Vaclava Havla przed warszawskim Ośrodkiem Kultury Czechosłowackiej), potem w Niezależnym Zrzeszeniu Studentów. Jednak fenomen WiP polegał na tym, że oprócz studenckiej opozycji w ruchu odnaleźli się również młodzi robotnicy tak z Ursusa jak z Gorzowa. Jednym i drugim nie odpowiadał przymus związany z LWP jako zbrojnym ramieniem partii komunistycznej, rabunkowa gospodarka władzy niszcząca środowisko naturalne czy projekt budowy elektrowni atomowej w Żarnowcu ze względu na podobną technologię zasadnie kojarzony z Czarnobylem.
Stopniowo i skutecznie Ruch Wolność i Pokój wymuszał na władzy kolejne ustępstwa: zmieniono rotę przysięgi wojskowej, wprowadzono służbę zastępczą, zamknięto Hutę Siechnice, zatruwającą środowisko naturalne.
Wśród uczestników spotkania byli zarówno ministrowie rządów wolnej Polski (Konstanty Radziwiłł) jak ludzie pióra (Marek Kossakowski) czy działacze społeczni w każdym ustroju zachowujący opozycyjną postawę (Piotr Ikonowicz). Rozmawiali o czasach, kiedy - jeśli przytoczyć powiedzenie Winstona Churchilla o bohaterach Bitwy o Anglię - tak wielu zawdzięczało tak wiele tak niewielu: przez Ruch Wolność i Pokój w całym okresie jego istnienia od głodówki w obronie Adamkiewicza w Podkowie Leśnej aż do zmiany ustrojowej przewinęło się ok. 600 osób, w jednym czasie liczba jego uczestników nie przekraczała 150 aktywistów. Pomimo ministerialnych karier wielu liderów (Jan Rokita jako szef URM, Bogdan Klich na czele MON, Bartłomiej Sienkiewicz w roli ministra kultury) po 1989 r. Ruch Wolność i Pokój przestał istnieć jako zwarta siła polityczna. - Inne cechy charakteru trzeba mieć do destrukcji, inne do organizacji - tłumaczył z profesorską swadą jubilat Jacek Czaputowicz.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze