10°C pochmurno z przejaśnieniami

To nie było Wesele... (reportaż z pogrzebu Janusza Głowackiego)

News, było Wesele (reportaż pogrzebu Janusza Głowackiego) - zdjęcie, fotografia

- Byłem i było mi miło – wyraził się Bronisław Komorowski, i nie jest wykluczone, że był wyrazicielem, nie tylko swojego samopoczucia. Inni zgromadzeni na pogrzebie, nie wyrażając się, dawali to samo po sobie poznać i nie dawali. Dwuznaczność zachowań jest zaletą ludzi ogólnie kulturalnych i wygodą, o którą zadbać, w określonej przecież sytuacji, nie zawadzi.. Na pewno, nie mogła owa dwuznaczność zachowań zaszkodzić głównemu bohaterowi uroczystości pogrzebowej, któremu, taka prawda , nic co ludzkie, już teraz zaszkodzić nie może. A zresztą, w zgodnej środowiskowej opinii, Głowackiemu, za życia i tak powiodło się ciut za dobrze, więc nie powinien narzekać. Zwłaszcza po śmierci.

- I cóż myślisz, o tak bardzo otaczającej Cię (już ostatni raz) rzeczywistości.. – zapytał, w swoim stylu, Kazimierz Rudzki, od niedawna, jeden ze znowu bliskich Janusza Głowackiego. - No cóż, chodzenie po bagnie, wciąga – ripostował momentalnie Głowacki, pomny uwag swego przyziemnego nauczyciela, by wystrzegać się pierwszych reakcji, co to mogą być uczciwe, a przez to niesłuszne. Oj, nie wyzbył się jeszcze swej doczesnej świadomości i nawyków, nie wyzbył… – pomyślał Rudzki, ale tylko milcząco spojrzał na swego interlokutora. Ten też milczał, udając, że skończył… i nie ma nic więcej do powiedzenia.(…)

            Uroczystości pogrzebowe, których scenariusz pisany był ręką Mistrza Codzienności, toczyły  się, jak piosenka o płynącym zwolna strumyku. W namiocie rozstawionym dla tych, co na deszczu stać i kłaniać się innym nie będą, przebywał i przechadzał się Adam Michnik,  okryty  swym domowym okryciem ( wszak, kosmopolita wszędzie czuje się, jak u siebie w domu, co wybitnie podkreśla właśnie strojem). Aktor Andrzej Seweryn się spóźnił i to mu tylko wyszło na dobre, bo mógł odbyć sesję zdjęciową przy wejściu na cmentarz, bez udziału reszty, to znaczy, zgromadzonej już gdzie indziej  publiczności. Na pierwszy rzut oka, wyróżniała się spośród żałobników,  dziewczyna o włosach koloru blond i dużych czarnych okularach, co ewentualnym posiadaczom prozy Janusza Głowackiego mogło nasunąć skojarzenia z postacią żywcem wziętą , ze sfilmowanego No Wiadomo Przez Kogo, opowiadania  „Polowanie na muchy”. Zmowa pogrzebowa zakładała, że każdy posiadacz przyjdzie na cmentarz z ulubionym egzemplarzem książki chowanego autora. Jak ktoś nie miał książki, bo pożyczył i mu nie oddali,  to mógł się ewentualnie upodobnić do książkowej postaci i też to było w porządku, czyli – fajnie. Niestety, w kulminującym momencie uroczystości  Piotr Fronczewski odczytał fragment prozy Janusza Głowackiego pisanej, bynajmniej,  nie na taką właśnie okazję. W odczytywanym fragmencie padło – wcale nie żartem - pytanie:

czy człowiek, który napatrzył się na to wszystko, co mógł zobaczyć w  XX i XXI wieku,  może jeszcze uważać się za człowieka przyzwoitego??? …..

O, to nie było miłe. To nie było miłe pytanie, ale na szczęście, nie wszyscy musieli je usłyszeć, a nawet jak usłyszeli, to nie musieli od razu brać je do siebie. To tłumaczy, za przeproszeniem, dlaczego, mimo wszystko, uczestnicy uroczystości pogrzebowej w swej ważniejszej połowie, rozeszli się w miłej atmosferze, bywkrótce spotkać się znowu, tyle że  w Bristolu.

 

 

To nie było Wesele... (reportaż z pogrzebu Janusza Głowackiego) komentarze opinie

Dodajesz jako: Zaloguj się