-2°C bezchmurnie

Nie idziemy na wojnę. Rozmawiamy z Prezesem MWS Konradem Rytlem

Wywiady, idziemy wojnę Rozmawiamy Prezesem Konradem Rytlem - zdjęcie, fotografia

- Weto prezydenta Andrzeja Dudy do ustawy o regionalnych izbach obrachunkowych zastopowało groźbę, że władza centralna, która miała też zyskać mocniejszy wpływ na skład tych izb, będzie mogła w dowolnym momencie zakończyć kadencję samorządu, który jej nie odpowiada, pod pretekstem złej gospodarki finansowej. Chyba się nie mylę, że to weto mniej nagłośnione, niż oba dotyczące sądownictwa, ale ustrojowo równie ważne? Czy samorządowcy mogą się poczuć bezpiecznie po decyzji prezydenta?

- Zgadzam się, że chociaż media ani uliczne protesty nie sprzyjały jej podobnemu nagłośnieniu, co obu wet dotyczących sądownictwa – była to decyzja niezmiernie istotna, bo dotyczy każdego szczebla działalności samorządowej. Regionalne Izby Obrachunkowe mają wystarczającą władzę, która polega na tym, że ich oceny budżetu, sposobu wydawania pieniędzy muszą być uwzględnione i każde złamanie ustawy o finansach publicznych powoduje działania dyscyplinujące i kary. Sejm chciał automatycznego odejścia wójta czy burmistrza w przypadku negatywnej oceny jego gospodarki finansowej. Weto w jakimś sensie otrzeźwiło ustawodawcę, uważam je za dobrą decyzję prezydenta. PiS nie kryło podejrzliwości wobec samorządu jako elementu władzy w Polsce.

- Chociaż z sondaży wynika, że samorząd to władza najlepiej oceniana przez obywateli.

- Ośrodki polityczne nigdy w ostatnich latach nie były jednak samorządowi życzliwe. Traktowały samorząd jako wymagający ciągłej obserwacji. Wybijanie się środowisk lokalnych na niezależność przeszkadzało władzy centralnej, chociaż wielu posłów i senatorów było wcześniej wójtami i burmistrzami. Okazało się, że punkt widzenia zależy od punktu siedzenia. Samorząd ze swojej istoty ma lokalnie tworzyć: uchwalać i realizować niezależnie od zarządzania centralnego. Weto prezydenta dało dobry sygnał: proszę nie przesadzać. Niech władza centralna ustala zasady, ale ich realizacja na szczeblu lokalnym należy do samorządu, wykonuje się je tam na dole. Nigdy nie widziałem powodu do zaostrzenia kursu wobec samorządów, utrudniania ich funkcjonowania. Jesteśmy oceniani przez wyborców z pewnością bardziej skrupulatnie niż władza na najwyższym szczeblu.

- Rozmawiamy we wrześniu, kiedy samorządowcy skarżą się, że rząd przerzucił na nich koszty reformy edukacji?

- Od samego początku, a pracuję w samorządzie od pierwszej kadencji, od 1990 r, władza centralna nie rozpieszczała lokalnej przekazywaniem odpowiednich środków na realizację wymaganych zadań. Oświata to wzorcowy przykład, każdy samorząd musi dodawać drugie tyle, ile wynosi subwencja rządowa. Zadania zlecane samorządowi przez rząd, administrację centralną, za pośrednictwem wojewody zawsze są konieczne do wykonania, bo dotyczą bezpośrednio potrzeb mieszkańców. Targujemy się, apelujemy do wojewody. Trudno stwierdzić, że jedna ekipa była bardziej hojna, inna mniej. Ale trudno też oszczędzać na oświacie czy służbie zdrowia. Na każdym szczeblu samorządy dokładają się więc do ich kosztów. Niekiedy oznacza to utrudnienie jeśli chodzi o reagowanie na inne, nowe wyzwania.

- Mazowiecka Wspólnota Samorządowa od trzech lat rządzi w Piastowie, gdzie burmistrzem jest Grzegorz Szuplewski, a Pan jego zastępcą. Czy to taki Piemont niezależnych, okazja do pokazania, jak można rządzić bez skrępowania przekazami dnia i partyjnymi podległościami?

- Sam fakt, że wyborcy powierzyli bezpartyjnym komitetom misję rządzenia nie tylko w Piastowie, ale też w Ożarowie czy Pruszkowie oznacza, że z pełną świadomością chcą, by zarządzanie wspólnym dobytkiem i organizacją życia codziennego znajdowało się w rękach tych, którzy nie zwyciężają dzięki modnym szyldom. Łatwo wskazać namacalne dowody, że wybrali właściwie. Nigdy na Mazowszu, nie znam ani jednego takiego przypadku, burmistrz ani rada wywodzący się z niezależnych komitetów nie sprzeniewierzyli się zasadom. Służba lokalnej społeczności pozostaje zadaniem naszego stowarzyszenia. Nas interesuje dobro mieszkańców, strategie rozwoju, dlatego nasze pomysły są akceptowane. Nie traktujemy wyborów jako celu działalności samorządowej, tylko jako sprawdzian i weryfikację, czy jesteśmy nadal akceptowani. Działamy systematycznie. Między kampaniami wyborczymi, a nie tylko w ich trakcie organizujemy konferencje i spotkania dotyczące różnych dziedzin. Pokazujemy, że nie trzeba należeć do partii, żeby coś dla kraju zrobić.

- Co udało się zrobić w Piastowie?

- Piastów przylega do Warszawy, z drugiej strony ma Pruszków, już z tej lokalizacji wynika mnóstwo wyzwań. Jeśli chodzi o ocenę, jak na nie reagujemy – wystarczy porównać budżet na inwestycje. Dziś wynosi on 19 mld zł rocznie, a jeszcze w 2014 r. było to 8 mln zł. Miernikiem działalności samorządu okazują się wydatki na poprawę infrastruktury i warunków życia codziennego. Po raz pierwszy w historii Piastowa samorząd wznosi komunalne budynki. Dla 38 rodzin przygotowuje segmenty, jak dobrze pójdzie w najbliższe wakacje do nich ludzie się wprowadzą. Zabezpieczenie mieszkań dla słabiej sytuowanych obywateli traktujemy jako obowiązek samorządu. Budynków komunalnych powstanie więcej, mamy już upatrzoną działkę. W obecnej perspektywie budżetu unijnego pozyskaliśmy ponad 18 mln zł na różnorakie zadania ważne dla bieżącej działalności naszego miasta, w tym na ścieżki rowerowe i „parkuj i jedź”. Także na kompleksową modernizację obiektów publicznych ,poprawianie oświetlenia, by stało się energooszczędne i wymianę ogrzewania. Zmierzamy do oszczędności w pozyskiwaniu energii na ogrzewanie i ciepłą wodę przez baterie słoneczne, korzystanie ze źródeł na dużej głębokości, wykorzystanie wód termalnych. Większość wyzwań podejmujemy przy wsparciu środków zewnętrznych. Nie chcemy administrować i czekać do końca kadencji. Położony niedaleko Mszczonów ma baseny, ogrzewanie oraz wielki park rozrywki właśnie dzięki wykorzystaniu wód termalnych, które w naszej strefie są łatwe do pozyskania. Jak Pan Bóg korzystnie ulokował Piastów, to powinniśmy użytek z tego robić. Korzystanie z odnawialnych źródeł energii pomniejsza wydatki bieżące. Narodowy Fundusz Ochrony Środowiska, fundusze europejskie czy też Fundusze Norweskie dają na to pieniądze. Z regionalnego programu operacyjnego Unii Europejskiej chcemy pozyskiwać środki na odnowienie ośmiu istniejących budynków komunalnych, wśród których są nawet stuletnie. Skutecznie zawalczyliśmy o poprawę otoczenia miejskiego: ożywienie miasta, by stało się bardziej zielone. Za pozyskane ponad 5 mln zł chcemy odnowić parki, przygotować boiska na skwerach i zmodernizować lub utworzyć place zabaw na osiedlach, poprawić estetykę dzięki rabatom kwiatowym, zwiększyć zadrzewienie. Naszym atutem jest lokalność. Program Mazowieckiej Wspólnoty Samorządowej będzie składał się zawsze z dwóch części: ogólnej dla stowarzyszenia i modyfikowanej tam, gdzie ma obowiązywać. Inne problemy ma przecież Piastów a inne Płońsk. U nas 95 proc miasta obejmuje uchwalony plan zagospodarowania przestrzennego, którego brak stanowi mankament w innych miejscowościach. We wschodnich powiatach Mazowsza wielki problem stanowić może zwalczanie afrykańskiego pomoru świń, ale u nas jeśli ktoś świnki hoduje, to co najwyżej małe rasy wietnamskiej, które dzieciom się kupuje jako zwierzęta domowe zamiast psa czy kota.

- Co Mazowiecka Wspólnota Samorządowa ma do zaoferowania wyborcom w sytuacji gdy do samorządów za rok wystartują partie, żywiące się wzajemnym konfliktem, porównywanym do wojny plemiennej? Czy zaproponujecie – jeśli odwołać się do znanego określenia hiszpańskiego filozofa i pisarza Miguela de Unamumo „pokój wśród wojny”, czy jednak przyjdzie iść na wojnę choćby w obronie niezależności samorządów?

- Działalność samorządowa polega na budowaniu. Jesteśmy środowiskiem, które nie chce wojny. Pokazaliśmy, że w wielu kadencjach potrafimy rozmawiać z każdym, jeśli trzeba wchodzić w koalicje i z PiS i z PO i z PSL tam, gdzie są one gotowe służyć społecznościom lokalnym. Nie zawsze wojna na górze przenosi się na samorządy lokalne. Cieszy nas, że przy wyborach do różnych szczebli samorządu mieszkańcy w zdecydowanej większości głosują na ludzi nie związanych z partiami. Oczywiście zwycięscy kandydaci mają swoje poglądy, których nie ukrywają, ale nie chcą być utożsamiani z partiami tylko ze swoimi Małymi Ojczyznami, z celami, które sobie stawiają. Nie zamierzamy walczyć z żadną partią, tylko przedstawić wyborcom nasze pomysły. Gdy się spotkamy w kampanii, wolimy rozmawiać o tym, jak wspólnie realizować zadania. Nie wszędzie musimy wystawiać naszego kandydata – jeśli ktoś spoza naszego środowiska zaprezentuje dobry projekt i sposób wprowadzenia go w życie, to go poprzemy.

- A pomysły będziecie recenzować kierując się kryterium, kto je zgłasza?

- Nie postępujemy w ten sposób, czego dowodem pozostaje nasz stosunek do forsowanego przez PiS ograniczenia liczby kadencji w samorządzie do dwóch. Mazowiecka Wspólnota Samorządowa od wielu lat zachęca do debaty na ten temat. Gdy pojawił się w trybie nagłym pomysł PiS, Wspólnota publicznie wskazała, że przyjmowanie go tuż przed wyborami oznacza pozbawianie obywateli biernego prawa wyborczego. Razi nas jednak zabetonowanie samorządu na wiele lat, sytuacje, gdy ktoś rezygnuje z kandydowania, bo nie wierzy, że wygra z urzędującym od lat włodarzem. Albo gdy ten nie wyobraża sobie, że kiedyś przestanie być burmistrzem. Dwie kadencje w samorządzie wystarczą. Mnie w powiecie wołomińskim wystarczyły, po dwóch kadencjach w starostwie postanowiłem kandydować na inny szczebel samorządu. A starostą wołomińskim został teraz były wójt Klembowa. Skoro samorząd liczy wiele szczebli, warto sprawdzać się na kolejnych, wtedy rutyna nie grozi. Jesteśmy za rotacją i wymianą pokoleniową. Ktoś budowę rozpocznie – jego następcy dokończą. Powinna istnieć możliwość wciągania następnych pokoleń do decydowania.

- W USA mówi się nawet, że w prezydent staje się sobą… dopiero w trakcie drugiej kadencji: podejmuje lepsze decyzje, bo nie musi zabiegać o trzecią.

- Pamiętajmy, że decyzja o przyjęciu Polski do NATO zapadła w trakcie drugiej kadencji Billa Clintona, a gdyby ją wtedy odwlekano, to po zmianie sternika na Kremlu, gdy Borysa Jelcyna zastąpił Władimir Putin… pewnie byłoby Amerykanom o nią trudniej. Kadencyjnych ograniczeń prezydentury w demokratycznych krajach nikt nie kwestionuje. Jednak jeśli wracamy do samorządu w Polsce, to zasada dwukadencyjności powinna zostać wprowadzona w ten sposób, żeby prawo nie działało wstecz. Ważne, by kandydat wiedział, ile kadencji ma jeszcze przed sobą, ale przede wszystkim – żeby wiedzieli o tym ci, którzy go wybierają.

Rozmawiał Łukasz Perzyna

Nie idziemy na wojnę. Rozmawiamy z Prezesem MWS Konradem Rytlem komentarze opinie

Dodajesz jako: Zaloguj się