19°C lekkie zachmurzenie

Mazury sąsiadują z Mazowszem. Czy znacie ich historię ?

Historia, Mazury sąsiadują Mazowszem znacie historię - zdjęcie, fotografia

Dla przeciętnego Kowalskiego, gdzieś z Sochaczewa czy Radomia, Mazury to przede wszystkim zielone płuca Polski, Kraina Wielkich Jezior i idealne miejsce do spędzenia majówki. Dla regionalistów i kolekcjonerów dawne tereny Prus Wschodnich to ciągle nie do końca odkryta planeta, kryjąca pod ziemią zaginione skarby ze świata, któremu kres przyniosła w 1945 roku konferencja w Poczdamie.

Skąd pochodzą Mazurzy? Jak narodziła się ich mowa?

Entuzjaści imprez plenerowych i rekonstrukcji historycznych kojarzą Mazury z Grunwaldem. Nie bacząc na trywialność i duże uproszczenie, skojarzenie jest ze wszech miar słuszne. Bez zakonu krzyżackiego nie byłoby Mazur, przynajmniej w takim kształcie, w jakim znamy.

Pierwotni mieszkańcy ziem nad Łyną, Omulwią czy Pasłęką nie dotrwali do czasów ekspansji krzyżackiej na te tereny. Zniknęli w pomrokach dziejów podczas walk plemiennych i tylko nieliczni z nich zostali wyparci przez przybyszów z zachodnich obszarów państwa zakonnego. Niemcy byli elementem znaczącym wśród nowych mieszkańców dawnej Galindii. Szczególnie wśród mieszczan i rycerstwa. Bardzo ważną grupą społeczną byli Krzyżacy rezydujący w zamkach warownych (Szczytno, Kętrzyn) i małych stanicach myśliwskich (Jedwabno). Szczytno jest klasycznym dowodem na oddziaływanie kultury niemieckiej na nazewnictwo miast. Ortelsburg (Szczytno) pochodzi od nazwiska komtura elbląskiego Ortolfa z Trewiru, który był ojcem-założycielem tego miejsca. Planowa i dobrze przygotowana akcja kolonizacyjna była przyczyną napływu osadników z północnego Mazowsza. Dzięki nim nazewnictwo wsi mazurskich nabrało polskiego brzmienia (Targowo, Szczepanki, Olszewki). Tak w największym skrócie można nakreślić początek tego, co nazywamy kulturą i językiem mazurskim. Znawcy problemu uważają, że język mazurski wywodzący się z języka polskiego, z północnego Mazowsza, zatrzymał się na etapie późnego średniowiecza. Ma podobno charakter literackiej staropolskiej mowy, zawiera elementy języka niemieckiego z domieszką mowy kurpiowskiej.

Mazury były odkrywane przez Polaków etapami. W ubiegłym stuleciu antenatem wszystkich „odkrywców” Mazur był przede wszystkim Melchior Wańkowicz w książce Na tropach Smętka. Wydaje się, że nikt do tej pory z taką dokładnością i pieczołowitością nie opisał spotkań z mazurską społecznością, żyjącą tuż za ówczesną granicą państwa polskiego. Ta reportażowa powieść wydana w 1936 roku jest zatrzymaniem w kadrze przedwojennych Mazur, po których obecnie pozostały wyłącznie pamiątki materialne. Następnymi „odkrywcami” tej ziemi zostali, chcąc nie chcąc, byli przesiedleńcy z kresów wschodnich, ofiary akcji „Wisła” oraz poszukiwacze lepszego życia z północnego Mazowsza. Im prawdopodobnie przypadł najmniej szczęśliwy i beztroski udział w poznawaniu siedemsetletniej historii i kultury tej ziemi. Liczył się tylko byt i szybkie zapomnienie koszmaru wojny. Niosło to niekiedy za sobą wydarzenia i sytuacje, o których do niedawna chciano milczeć. Dewastacja mazurskich cmentarzy, plądrowanie resztek majątków i tak zwany szaber były faktami, o których nie wolno zapominać.

W epoce końca lat sześćdziesiątych i do końca lat siedemdziesiątych region mazurski stał się najważniejszym (zaraz po Wybrzeżu) punktem na mapie wakacyjnych wyjazdów rodaków. Powstały liczne ośrodki wczasowe i prywatne pensjonaty, które usiłowały konkurować z lansowanym przez władze masowym wypoczynkiem. Pod koniec lat osiemdziesiątych, a szczególnie po otwarciu granic i upadku komunizmu, rozpoczęły się długie pielgrzymki i sentymentalne powroty. Wielu dawnych mieszkańców Neidenburga (Nidzicy), Ortelsburga (Szczytna) czy nawet małego Passenheim (Pasymia) zapragnęło zobaczyć jeszcze raz swoją dawną ojczyznę. Peregrynacje zza Odry przybrały taką skalę, że miejscowi gospodarze siół, domostw i stanic wodnych prześcigali się w wystawianiu na zewnątrz tablic z napisami „Zimmer”, „Restaurant” czy „Andenken”. O strachu przed powrotem Niemców opowiadano zazwyczaj wkrótce po ich wyjeździe i po zainkasowaniu należności za pobyt. W dobie przemian gospodarczych, upadku PGR-ów i niepewności o przyszłość przybysze z Niemiec byli ważnym czynnikiem stabilizującym dochody wielu właścicieli pensjonatów, a nawet prywatnych posesji. Jednak moda na Mazury powoli minęła. Kto chciał, ten zobaczył; kto chciał, ten powspominał, wykonał pamiątkowe fotografie i… wrócił do domu. Wydaje się, że wraz z osiągnięciem pełnego członkostwa Polski w UE, ruch turystyczny i zainteresowanie Mazurami w pewnym sensie ustały. Poza amatorami sportów wodnych, miłośnikami fauny i flory Mazurskiego Parku Krajobrazowego nikt masowo nie „pchał się” na północny wschód w celu szukania wakacyjnych przygód i wypoczynku. Rodacy woleli Rodos, Lazurowe Wybrzeże czy uroki Egiptu.

A jednak życie i historia potrafią zaskakiwać. Wszystko wskazuje na to, że na Mazurach pojawili się nowi odkrywcy. Celowo pominąłem cudzysłów, ponieważ w tym przypadku jest zbędny. Na początku wieku narodziła się era apostołów mazurskiej tożsamości, która jak wszystko na to wskazuje, dokona rewolucji w postrzeganiu historii, tradycji i sposobu widzenia tego, co działo się na Mazurach przed 1945 rokiem. Co ciekawe, nie jest to grono szanowanych i znanych badaczy z dorobkiem naukowym. Nie są to również ludzie zajmujący się problemem, bez fachowej wiedzy czy odpowiedniego przygotowania. To przeważnie osoby związane ze swoim regionem poprzez miejsce zamieszkania, a także poprzez wykształcenie na miejscowych uczelniach. Historycy, pedagodzy, archeolodzy urodzeni pod koniec epoki komunizmu postanowili wziąć sprawę mazurską w swoje ręce. Bez balastu z poprzedniej epoki, nieobciążeni fałszywymi mitami o „powrocie do macierzy” przekuwają swoją wiedzę w trwałe wartości, które w sposób obiektywny i wyważony opowiadają przyjezdnym o Mazurach. Pozytywnym i bardzo ważnym jest fakt, że ta grupa pasjonatów nie jest podatna na pokrzykiwanie pseudopatriotycznych awanturników, którym przeszkadzają odkrycia niemieckich śladów na zabytkowych dworcach kolejowych i pomnikach. Nad insynuacjami o sprzyjanie „ukrytej opcji niemieckiej” przechodzą dalej z uśmiechem i konsekwentnie robią swoje. Do takich osób, które w ostatnim dziesięcioleciu pozytywnie zasłużyły się dla autentycznego odkrycia Mazur, są miedzy innymi: Sławomir Ambroziak, Witold Olbryś, Wojciech Kujawski, Jerzy Łapo czy Justyna Mahel-Piątkowska. Poszukiwacze nieistniejących miejscowości, archiwiści, eksploratorzy i kolekcjonerzy wykonali gigantyczną pracę, której nie potrafiły albo nie mogły wykonać placówki muzealne z racji ograniczonych środków i możliwości. Przewodnik Szlakiem Rdzennych Mazurów – Ocalić od Zapomnienia przygotowany przez szczycieńskich pasjonatów historii Mazur to wyjątkowa praca, która powstała właśnie dzięki takim ludziom. Wystawy fotografii i pocztówek przedstawiających życie w Szczytnie, Pasymiu, Sadku, Olszynach czy w Wielbarku przed II wojną, przygotowywane z własnych środków, bez wsparcia z zewnątrz, zasługują na uwagę i uznanie. To, o czym piszę, jest namacalnym dowodem, że bogata i często dramatyczna historia Mazur nie zanika w mrokach historii.

Niestety, oprócz tych niewątpliwie pozytywnych odkryć, trzeba stanąć oko w oko z tym, co nieuniknione. Nie ma już prawie w ogóle wśród żyjących, osób z pokolenia pamiętającego „tamte” czasy. Tego procesu nikt nie powstrzyma i przyjdzie niedługo moment, kiedy będziemy mówili o Mazurach bez Mazurów. Niedawno w Rekownicy koło Wielbarka zmarł ostatni rdzenny mieszkaniec tej mazurskiej wioski Hans Loch. Pochowany został na historycznym małym cmentarzu, który dzięki wspomnianemu wcześniej Sławomirowi Ambroziakowi, wójtowi Jedwabna, został wpisany do szlaku wielkiej bitwy mazurskiej, którą stoczyła armia feldmarszałka von Hindenburga z Rosjanami w 1914 roku.

Trzeba zdawać sobie sprawę, że mieszkańcy dawnych Mazur na pewno byli społecznością niezwykłą. Poprawność polityczna nakazywała nam do niedawna mówić, że byli przede wszystkim dobrzy, pracowici, pobożni i …wierni swoim słowiańskim korzeniom. Dzięki odkrywcom XXI wieku widzimy też inny obraz. Z zachowanych w bardzo dobrym stanie fotografii spoglądają młodzi chłopcy w mundurach Hitlerjugend, stojący przed ratuszem w Szczytnie. Obóz RAD w Wyżęgach licznie zasilała mazurska młodzież, a uroczyste pochody formacji nazistowskich maszerowały przez mazurskie miasteczka, a nawet wioski.

Jaka była zatem prawda?

Okres panowania hitlerowskiej dyktatury jest i będzie częścią historii tej ziemi. Nie da się go wymazać, tak samo jak nie da się wymazać wkładu Prus w rozwój cywilizacji europejskiej . Budziły one zachwyt dzięki dokonaniom takich ludzi jak: Emanuel Kant, Erich Mendelsohn, Oskar Belian, Max Toeppen czy Emil Adolf von Behring. Dziedzictwo można przyjąć tylko w całości, albo wcale.

 

Jerzy Woźniak

Mazury sąsiadują z Mazowszem. Czy znacie ich historię ? komentarze opinie

Dodajesz jako: Zaloguj się