19°C rozproszone chmury

Kropla drąży skałę. Rozmawiamy z Jerzym Żelichowskim

Wywiady, Kropla drąży skałę Rozmawiamy Jerzym Żelichowskim - zdjęcie, fotografia

Rozmowa z Jerzym Żelichowskim z Mazowieckiej Wspólnoty Samorządowej w Sochaczewie

- Jak wygląda samorządowe północne Mazowsze z Pana perspektywy, o tyle szczególnej, że… stale jest Pan w drodze?

- Rzeczywiście ciągle mieszkam w Sochaczewie, ale też codziennie podróżuję do Płońska, gdzie od 7 lat pracuję w samorządzie miejskim – stabilnym, co warto podkreślić i starannie poukładanym, co pozwala mi w sposób metodyczny zająć się spółkami miejskimi. W Płońsku jestem pełnomocnikiem burmistrza do spraw współpracy ze spółkami komunalnymi. Utrzymuję codzienny kontakt z wielu istotnymi dla lokalnych spraw gospodarczych osobami, staram się pełnić rolę dobrego łącznika, tak bym ją określił.

- A jak ocenia Pan sytuację w Sochaczewie, gdzie działa Pan w Mazowieckiej Wspólnocie Samorządowej?

- Dosłownie o włos Mazowiecka Wspólnota Samorządowa przegrała ostatnie wybory w Sochaczewie. To nie przesadne stwierdzenie, skoro w mieście, liczącym 37 tys. osób nasz kandydat Bogumił Czubacki, który wcześniej przez dwie kadencje (2002-10) był burmistrzem – tym razem przegrał 283 głosami. Został jednak radnym powiatu, a do rady miejskiej Mazowiecka Wspólnota Samorządowa wprowadziła trzy osoby. W powiecie i mieście pozostajemy w opozycji. Nie jest ona jednak destrukcyjna. Radni z MWS popierają racjonalne propozycje również wówczas, gdy pochodzą one od lokalnej władzy. Nie stajemy w opozycji na zasadzie „nie bo nie”, tylko kwestionujemy złe rozwiązania. Sądzę, że właśnie taka postawa odróżnia samorządowców niezależnych od partii politycznych, dla których najważniejsze pozostaje, skąd pochodzi dany projekt, kto go autoryzuje. W mieście i powiecie rządzi koalicja, jaką PiS zawarło z formacją dość niejednolitą, zbudowaną na zasadzie „od lewa do prawa” przez samorządowców, którzy wcześniej działali w wielu różnych formacjach, ale bardzo podatnych na blichtr władzy.

- Jak na tym tle odnajduje się Mazowiecka Wspólnota Samorządowa?

- Wspólnota w Sochaczewie jak była tak jest, chociaż pojedynczy samorządowcy zostawili nas i poszukali szczęścia przytulając się do władzy. Podkupują nam ludzi po prostu. To pewnie nieuniknione, żaden alians nie jest dany raz na zawsze.

- Ale to też pokazuje, że Wasi ludzie są wartościowi, skoro partie o nich zabiegają? W ekstraklasie piłkarskiej nie proponuje się kontraktu słabemu graczowi…

- Środowisko Mazowieckiej Wspólnoty Samorządowej skupia się na rozwiązywaniu problemów, nie na transferach politycznych. Koncentrujemy się na załatwianiu konkretnych spraw z korzyścią dla mieszkańców. Gdy idą w dobrą stronę – dajemy temu wyraz.

- Rolą opozycji pozostaje również monitorowanie rządzących. Wiadomo, że właśnie w Sochaczewie rozwinęły się w imponujący sposób lokalne media?

- Prowadzę aktywnie „bloga” na portalu e-Sochaczew.pl, często jestem też na fejsbuku, piszę o bieżących sprawach. Najczęściej rzeczywiście czynię to wówczas, gdy dostrzegam, że coś jest nie tak. Rolą samorządowca z niezależnej formacji nie jest przecież chwalenie burmistrza, nie tego internauci ode mnie oczekują.

- A byłoby chociaż za co lokalną władzę pochwalić?

- Władza zadłużyła miasto, Sochaczew drepcze, zamiast dynamicznie rozwijać się gospodarczo, ludzie narzekają, że inwestycje spowolniły, że źle są organizowane. Gdy był Pan u mnie parę lat temu, pisząc z Mariuszem Ambroziakiem książkę o samorządności – opowiadałem wiele o lokalnych problemach, choćby o fatalnej sprzedaży pól czerwonkowskich i potrzebie godnego podtrzymania znakomitych tradycji szkoły rolniczej w Sochaczewie. Z perspektywy czasu ze smutkiem przyznaję, że żadnego z nich rządzący nie rozwiązali do końca. Natomiast z przesadą troszczą się o własny wizerunek, nie stroniąc od populizmu w zależnych mediach lokalnych.

- Ale rola MWS polega nie tylko na recenzowaniu władzy, prowadzicie wiele działań niezależnych od tego, kto rządzi Sochaczewem?

- Kropla drąży skałę. Taką zasadę przyjęliśmy, zamiast drobiazgowo kalkulować szanse, liczyć głosy w radach i myśleć nie dalej, niż w perspektywie jednych wyborów, jak czynią to partie polityczne. Staramy się na bieżąco przypominać o wydarzeniach patriotycznych, eksponować rocznice. Wspólnota jest zakorzeniona w środowisku lokalnym. Zapoczątkowaliśmy obchody 17 września, składanie kwiatów tego dnia, sadzenie Dębów Katyńskich, teraz PiS również tę rocznicę starannie celebruje. Nie ma sensu przypominanie bez końca, że my to zaczęliśmy, ważne że mieszkańcy się tego dnia spotykają na chwilę zadumy nad historią. Dla Sochaczewa wszystko co związane z 1939 r. stanowi ważną tradycję, bo przecież na naszej ziemi miała miejsce Bitwa nad Bzurą, jedna z najkrwawszych w kampanii wrześniowej, więc duże znaczenie dla nas mają wszelkie związane z tym upamiętnienia. PiS skorzystało z naszych doświadczeń. Wręcz można powiedzieć, że gdyby rządzący tak realizowali inwestycje, jak rocznicowe obchody organizują, byliby bez porównania lepiej oceniani.

- Czym Wspólnota różni się od partii?

- Wspólnota działa konsekwentnie. Nie biega od ściany do ściany, ani od wyborów do wyborów, jak partie. Koncentrujemy się głównie na sprawach lokalnych i nie korzystamy z pieniędzy publicznych. Pozostajemy środowiskiem niezależnym, bez tendencji do dominacji. Nie jesteśmy również chorągiewką, którą można manewrować. Nastawiamy się raczej na współpracę z innymi organizacjami pozarządowymi, wspieranie dobrych projektów. Nie muszą być nasze, ważne, żeby służyły mieszkańcom.

 

Kropla drąży skałę. Rozmawiamy z Jerzym Żelichowskim komentarze opinie

Dodajesz jako: Zaloguj się