Partie przerażone siłą obywatelskiego poparcia komitetów bezpartyjnych

06/10/2014 02:30
Partie wpadają w panikę! Obywatele mają szansę odpartyjnić samorządy i "podziękować" im za wojnę polsko-polską, afery, rozkradanie kraju, stworzenie systemu uzależnień i klientelizmu. Wpływowy europoseł PO i baron struktur partii w Wielkopolsce Adam Szejnfeld uważa, że partie to najlepsza forma przedstawicielska. Odpartyjnienie nazwał abstrakcją, a obywateli którzy chcą odpartyjnienia określił jako tych, którzy wierzą w fikcję.



No cóż - wiara w partie okazała się dla obywateli zgubna. Partie okazały się nie poważnymi formacjami, a wyborczymi komitetami służącymi do skoku na kasę publiczna i urzędy. Zamiast służby publicznej i działania na rzecz dobra wspólnego stworzyły korupcyjny system okradania społeczeństwa, bandytyzmu politycznego, wojny polsko-polskiej. Zamiast miejsc pracy stworzono system układów, kolesiostwa, nepotyzmu i wszechogarniającego systemu uzależnień i klientelizmu. 



Żadne jęki i lamenty partyjniaków nie zaczarują rzeczywistości. W obecnych wyborach chcieli by oni niczym David Copperfield zaczarować rzeczywistość i iluzjonistycznymi sztuczkami wykreować nierzeczywisty, nieprawdziwy obraz, którym chcieli by zastąpić swoje "dzieło" jakie wykreowali przez ostatnia dekadę. Wstydliwa prawda o Polsce opanowanej przez partyjne kliki jest jednak dziś widoczna na każdym kroku.



Adam Szejnfeld posuwa się - jak to mają partie w swym stałym zwyczaju - do bezceremonialnych kłamstw mówiąc, iż "odpartyjnianie samorządów to abstrakcja". Ale prawda jest dla partii brutalna - to fakt. Im samorząd mnejszy im bliżej obywateli, tym partii mniej lub wręcz wcale. W większości gmin w Polsce tak właśnie jest już dziś, a po obecnych wyborach będzie to jeszcze bardziej wyraźne. Co więcej - jak wykazują sondaże - nawet najbardziej upolitycznione sejmiki wojewódzkie, gdzie okręgi wyborcze licza ok. 0,5-1 mln wyborców, a województwa często są wielkości pomniejszych państw europejskich, też są już co raz częściej odpartyjniane przez obywateli-wyborców. Dziś na komitety bezpartyjne chce głosować już więcej wyborców niż na takie partie jak SLD, PSL, Nowa prawica czy Twój Ruch. Zagrożone poczuły się w tej sytuacji PO i PiS.



Na ponury żart i kpinę z wyborców zakrawa stwierdzenie Szejnfelda, że partie "dają gwarancję poważnego traktowania mieszkańców." Tak poważnego jaki mogliśmy wysłuchać w szczerych rozmowach prywatnych partyjnych polityków przy cygarach i winie za pieniądze podatników, gdzie omawiano okradanie "grubych misiów", obchodzenie konstytucji i formułowano prawdziwe tezy o tym do czego partie doprowadziły, a co b. minister sformułował bezceremonialnie w knajackich słowach: "Ch... d... i kamieni kupa". Tak wygląda "poważne traktowanie" obywateli tylko na podstawie doniesień ostatniego kwartału, a takich afer z korupcyjnymi układami na cmentarzach, stacjach benzynowych itp mamy co miesiąc bez liku w wydaniu partii. Jak dodamy do tego wyjeżdżające za pracą młode pokolenie, rosnące obciążenia fiskalne,  



Krajanin wielkopolskiego lidera PO Szejnfelda - prezydent Poznania Ryszard Grobelny, który stanął na czele wielkopolskiego bezpartyjnego obywatelskiego komitetu wyborczego do Sejmiku "Teraz Wielkopolska"  uważa, że siła ruchów niepartyjnych w Polsce to wina słabości partii. "Gdyby partie polityczne same przyciągały coraz więcej społeczników a nie ich odpychały, gdyby partiom przybywało a nie ubywało członków, to pewnie miałyby one w Polsce znacznie silniejszą pozycję - tak jak w demokracjach Europy Zachodniej. W Polsce partie są nastawione głównie na kłótnie między sobą i kłótnie wewnętrzne. Dziś badania wskazują, że ok. 30% wyborców chce w jesiennych wyborach samorządowych zagłosować na niepartyjne komitety wyborcze."



Grobelny dodaje, że lansowana przez partyjnych kandydatów teza, że miasta zarządzane przez bezpartyjnych prezydentów wypadają gorzej niż te zarządzane przez partyjnych działaczy całkowicie nie sprawdza się w życiu codziennym. Dowodem tego większość miast w Polsce zarządzanych przez prezydentów bezpartyjnych. Partie - wbrew twierdzeniom Szejnfelda - nie są też bardziej przewidywalne i stabilne. Dowodem są chociażby partyjne listy wyborcze, na których często brakuje "murowanych kandydatów" i sprawdzonych fachowców - dodaje Grobelny. To faktycznie nie formacje ale komitety wyborcze wykorzystujące wybory jako swoistą "maszynkę" do utrwalania systemu zawłaszczania państwa przez partie, wykorzystujące przewagę materialna nad obywatelskimi komitetami. Obywatele bowiem, traktowani są przez partie i państwo przez nich zawłaszczone jak chłop pańszyźniany, gdyż muszą pracować nie tylko na finansowanie partii z budżetu. Dodatkowo już z opodatkowanych pieniędzy mogą wówczas sfinansować własne komitety obywatelskie.
Reklama

Komentarze opinie

  • Awatar użytkownika
    gość 2014-10-07 09:30:37

    e, zbytni optymizm. Do odpolitycznienia samorządów jeszcze daleka droga. Ale wszystko idzie w dobrym kierunku

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    gość 2014-10-07 16:43:43

    Wszystko idzie w dobrym kierunku, jednak trzeba by jeszcze uświadomić niektórym środowiskom niepartyjnym, że dużo łatwiej byłoby odebrać władze w samorządzie partiom, gdyby wszystkie takie organizacje się zjednoczyły... Jak na razie widzę, że wychodzi to WWSowi i MWSowi. Oby do wyborów w tej kwestii nastąpiła jeszcze zmiana.

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    gość 2014-10-08 07:33:18

    Widzę, że stopniowo ta zmiana następuje, choć powoli , ale jednak udaje się WWS i MWS wspólne działanie i przekonywanie innych ugrupowańniepartyjnych do siebie.

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Reklama
Reklama
Reklama